Autor: Marcin Pietrzak Strona 38 z 41

b2b: internetowi naciągacze

Jakiś czas temu do firmy moich rodziców [Grajan] przychodziło klasyczną pocztą zaproszenie do udziału w katalogu firm środkowo europejskich. Zaproszenie wysyłała firma, która za swoją siedzibę obrała sobie Wiedeń, a przynajmniej tak było napisana na umowie i adresie zwrotnym. Dziwna ryba. Szczególnie, że zarówno papier jak i koperta były z dość gównianego papieru, tak jakby skrzyżowanie zwykłej kartki z kartonem i papierem toaletowym.

Po przeczytaniu kilku świetnie skonstruowanych zdań sam chciałbym umieścić się w takim katalogu. Ale jak to zawsze dziwi wszystkich, którzy dają mi umowę, ja ją czytam. Do końca, a czasem dwa lub więcej razy.

Pod sam koniec, zdecydowanie mniejszym drukiem (ale mniejszym to była z połowa umowy) napisano koszt oraz warunki zerwania umowy. Generalnie szukali naiwniaków, bo za roczny wpis w internetowym katalogu chcieli coś w okolicach 400 euro, a wypowiedzieć umowę to można było tylko po zapłaceniu następnego roku. Koszmar.

Jak to trzeba uważać na to co się dostaje.

Całe szczęście wysłali to jeszcze tylko raz, a potem albo już nie wysyłali, albo moja mama przestała mnie pytać czy warto.

SEO, a naciągane oferty

Do jednego z moich klientów trafiła „analiza” serwisu wraz ofertą na pozycjonowania. Sama oferta wyglądała tak, jakby wygenerował ją automat, opakował zgrabnie w nagłówki i pchnął do klienta. Od początku śmierdziała mi wielkim naciąganiem.

Od chwil w której otworzyłem załączoną ofertę wyło w mnie na alarm, że coś nie tak, że coś tu nie sztymuje. Warunki proponowanej umowy bardzo silnie promują stronę dostawcy i jest tam mnóstwo punktów o tym co klient musi, niewiele o tym co musi oferent. Nic nie ma o karach dla wykonawcy, nic o możliwości wycofania się z umowy w przypadku otrzymania kary od googla. Nic o tym, co z aktualnie wypromowanymi frazami.

W umowie zażądano też całkowitego dostępu do strony/systemu, co oczywiście jest naturalne, bo nie da się optymalizować bez tego, ale z drugiej strony … dobra zacznijmy od początku.

Jeden z moich wieloletnich klientów prowadzi klasyczny sklep. Parę lat temu nawiązaliśmy systematyczną współpracę w wyniku której najpierw prowadziłem drobne modyfikacje istniejącej strony, potem dodatkowo zajmowałem się stroną innego przedsięwzięcia na które składała się strona plus rozkręcane, branżowe forum dyskusyjne. Potem wróciliśmy do sprawy głównej strony, która została gruntownie przebudowana i ze skromnej HTML’owej wizytówki stała się CMS’em zawierającym dziś ponad 1000 dokumentów.

W między czasie położenie klasycznego sklepu zgubiło swoją pierwotną, pochodzącą jeszcze z późnych lat 50-tych zaletę lokalizacyjną. Czasy się zmieniły, wybudowano metro, ludzie mają więcej samochodów i chętniej pojawiają się w centrach rozrywkowo-handlowych niż w małych sklepach, choćby te miały coś czego molochy nie mają. Niestety, dla klienta, albo trzeba się przenieść do jednego z molochów, albo skupić się na działalności hurtowej. Klient się przeniósł. W trakcie przenoszenia podjął też decyzję o zmianie marki, a co za tym idzie i wizerunku. Zastanawiając się wspólnie na tym w jaki sposób lepiej wykorzystać internet zdecydowaliśmy się zmienić również domenę. Poprzednia miała w sobie „starą” markę oraz nie kojarzyła się w żaden sposób z artykułami oferowanymi przez klienta.

Linki przychodzące

Po wykonaniu akcji zatytułowanej upgrade 2.3 w panelu administratora na głównej zakładce (Nowości/Dashboard) zniknęły mi linki przychodzące. Szybko okazało się, że w nowej wersji silnika, zmieniono źródło linków przychodzących na google. Lubię google, korzystam z niego codziennie, ale technorati podoba mi się w tym przypadku bardziej, a poza wszystkim po prostu się przyzwyczaiłem.

Pierwsza myśl: przenieść ze starego… czasu nie znalazłem, ale … znalazłem wtyczkę: TIL Technorati Incoming Links i wszystko zaczeło wyglądać tak jak powinno.

Grafik poszukiwany

Szukam grafika lub dwóch do wykonania dwóch projektów:

  1. strona fundacji medycznej
  2. strona radców prawnych

Budżety kształtują się na poziomie dobrej płacy za grafikę.

Ciekawa 404

Wcześniej pisałem o tym, żeby strony błędów robić ciekawe, patrz „poszukiwana strona 404„.

Oto jedna z takich:

Nie pytajcie mnie co ja na tej stronie robiłem.

Upgrade do 2.3

Była próba. Zakończona porażką. Jutro następna próba.

walka z api blipa

Od paru dni skrobię sobie wtyczkę do wordpress’a do kompleksowej obsługi blipa. Coś nie trybi, nie trybi nie trybi. Sprawdzam. Niby wszystko jest w jak najlepszym porządku, tylko błędy jakieś dziwne. Potem dopiero „wymyśliłem”, żeby sprawdzić stronę. Faktycznie. Nie działa.

Polskie tematy do wordpress’a

Agron postawił sobie … bloga. No i walnął w ten sam mur w który wali prawie każdy z korzystających z wordpress’a. Mur polskich skórek. Czy też raczej tego, że gdzieś tam kiedyś na początku nie był to soft projektowany do innych języków. Tylko en_EN. Widać po prawie wszystkim w tematach, czy pluginach. W tych ostatnich, jeżeli autor nie włada angielskim z urodzenia, to pojawia się możliwość korzystania z innych języków niż jeden prawdziwy. W jednym z pluginów z którego korzystam (Simple Tagging) ma zaimplementowaną „umiejętność” korzystania z różnych języków. Polskiego tam oczywiście nie było.

Wracając do tematu. Brak polskich skórek jest po prostu spowodowany błędem popełnionym gdzieś na początku w fazie projektowania, czy (zgaduję) pisania tego oprogramowania. To w szablonach leżą teksty, formaty dat i konwersje znaków. Czy słusznie? Nie wiem. Przyjąłem to w jakiś taki naturalny sposób nie próbując dociekać. Ma to zarówno swoje zalety jak i wady. Mnie odpowiada, ale… tak jak pisał Agron, trzeba było zmieniać w plikach. Trzeba nadal, zawsze wtedy jak chcę dodać jakiś plugin. W efekcie otrzymałem mocno zmodyfikowany produkt. A to z kolei daje produkt trudny do uaktualnienia.

Firefox – używane dodatki

Depesz podesłał mi link z listą dodatków webdevelopera.

Większość była inna od tych, które sam używam. A używam:

Adblock
Blokada reklam i generalnie niechcianych treści. Miłe, wygodne, odcina większość spamu na stronach.
Auto Copy
Tylko na windows, które nie kopiują z automatu, tego co zaznaczone.
DOM Inspector
Przegląd drzewa DOM, bezwzględnie konieczne.
Dust-Me Selector
Analizator zbędnych wpisów w arkuszach stylów.
Firebug
Fantastyczne narzędzie, z którego korzystam praktycznie codziennie, a na pewno zawsze wtedy jak robię stronę, która składa się z czegoś więcej niż tytuł i opis.
FlashBlock
Zamiast flashy jest ikonka do ich uruchamiania. Nie wyobrażam sobie przeglądania sieci bez tej blokady.
HTML Validator
Bezwzględnie potrzebne narzędzie webdevelopera. Sprawdza poprawność kodu (X)HTML.
IE View Lite
Pozwala otworzyć w tabie stronę za pomocą IE (tylko windows).
Live HTTP Headers
Pozwala przeglądać nagłówki HTTP.
View Dependencies
Malutki plugin, którego efektem działania jest dodatkowa zakładka pojawiająca się w „właściwościach dokumentu” i pokazująca co jest zaciągane przez co. Świetne.
Web Developer
Troszkę słabsze narzędzie od Firebuga, ale szybsze. Czasem używam.

Ulepszanie strony za pomocą javascriptu

Często klienci chcą „odpicować” stronę, poprzez dodanie różnych rzeczy, które „się dzieją”.

Na stronie: Usability enhancements with JavaScript w bardzo miły sposób przedstawiono parę rzeczy.

Pozwolę sobie zacytować zasady używania javascriptu:

  1. Treść jest wartością, nie zmieniaj jej.
  2. Ogranicz ulepszenia do warstwy prezentacji.
  3. Popraw niektóre błędy IE, takie jak brak obsługi tagów abbr czy q.
  4. Pamiętaj, żeby wszystko było lekkie.

Strona 38 z 41

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén